To było w sobotę, dwa tygodnie przed świętami, kiedy całe miasto oszalało na punkcie zakupów, a ja, jak co roku, odwlekałem ich zrobienie do ostatniej chwili. Siedziałem w kawiarni, popijałem cappuccino, które już zdążyło wystygnąć, i udawałem, że czytam książkę, podczas gdy w rzeczywistości patrzyłem przez okno na przechodniów, którzy gdzieś się spieszyli, niosąc kolorowe torby z prezentami. Wtedy poczułem to – pustkę. Nie taką, która boli, ale taką cichą, która pojawia się, gdy zdajesz sobie sprawę, że mimo iż masz wokół siebie ludzi, to i tak czujesz się sam. Moja rodzina mieszka w innym mieście, znajomi porozjeżdżali się na święta do swoich bliskich, a ja zostałem w tym wielkim, szarym mieście, które nagle wydało mi się obce. Wróciłem do domu, rozłożyłem się na kanapie i zacząłem przeglądać stare zdjęcia w telefonie. To był błąd, bo zamiast poprawić mi nastrój, tylko pogłębił ten stan nostalgii i przygnębienia. W pewnym momencie, przewijając galerię, natknąłem się na screen sprzed kilku miesięcy, zrobiony całkiem przypadkiem, kiedy to testowałem jakąś aplikację, o której już dawno zapomniałem.
Na tym screenie był widok strony, którą otworzyłem kiedyś z nudów, w jeden z tych wieczorów, kiedy nie mogłem zasnąć. Przypomniałem sobie, że wtedy zarejestrowałem się tam, wpłaciłem drobną kwotę, ale szybko o tym zapomniałem, bo życie przyniosło inne, ważniejsze sprawy. Teraz, patrząc na ten zrzut ekranu, poczułem dziwną ciekawość. Co się stało z tamtym kontem? Czy w ogóle jeszcze istnieje? Postanowiłem sprawdzić, otworzyłem aplikację, zalogowałem się i… no właśnie, zobaczyłem coś, co mnie totalnie zaskoczyło. Moje konto, którego nie dotykałem od kilku miesięcy, wciąż miało na sobie środki, a do tego pojawiła się tam notyfikacja o tym, że w międzyczasie przyznano mi jakieś promocje, które czekały na wykorzystanie. I wtedy zrozumiałem, że to jest ten moment, żeby przypomnieć sobie, jak to jest robić coś tylko dla siebie, bez żadnego konkretnego powodu, bez planu, bez oczekiwania na coś wielkiego. Postanowiłem, że wieczór poświęcę na odkrycie na nowo tego miejsca, które określało się jako
bonus w krypto kasynie, choć w tamtej chwili nie miało dla mnie znaczenia, co to dokładnie oznacza, ważne, że dawało mi szansę na chwilę oderwania się od tej świątecznej melancholii.
Zacząłem od sprawdzenia, co się zmieniło od czasu mojej ostatniej wizyty. Okazało się, że sporo, bo strona ewoluowała, pojawiły się nowe gry, lepsza grafika, ciekawsze mechaniki. Wybrałem coś, co przypominało starą, dobrą ruletkę, ale w wersji, która pozwalała mi na interakcję z innymi graczami. Usiadłem wygodnie, nastawiłem ulubioną muzykę w tle i zanurzyłem się w tym świecie, który na chwilę sprawił, że zapomniałem o świętach, o samotności, o tym całym zamieszaniu, które działo się wokół. I wtedy, po kilkunastu minutach grania, coś się wydarzyło. Trafiłem na serię, która sprawiła, że moje konto zaczęło rosnąć w tempie, które było dla mnie totalnie nieoczekiwane. To nie były ogromne pieniądze, ale na tyle znaczące, że poczułem prawdziwy przypływ adrenaliny, który rozlał się po całym ciele. Śmiałem się sam do siebie, klaskałem w dłonie jak małe dziecko, które właśnie wygrało w grę planszową. Ta radość była tak autentyczna, że na chwilę zapomniałem, gdzie jestem i co robiłem jeszcze kilka godzin temu. Ta gra, która miała być tylko przerywnikiem, stała się prawdziwą ucztą dla zmysłów i emocji, które dawno nie miały okazji się ujawnić.
Im dłużej grałem, tym bardziej uświadamiałem sobie, że to nie chodzi o samą wygraną, ale o cały proces, o to uczucie skupienia, które wyłącza wszystkie inne myśli, o ten rodzaj medytacji, który jest aktywny, angażujący i pełen napięcia. W pewnym momencie odkryłem, że godziny mijają, a ja wciąż jestem w tym samym miejscu, wciąż eksploruję kolejne opcje, testuję nowe strategie, uczę się od innych graczy, którzy pojawiali się i znikali przy stole. Każda interakcja, każde nowe odkrycie dodawało mi energii. Kiedy w końcu postanowiłem zakończyć swoją sesję, było już po północy, a ja nie czułem najmniejszego zmęczenia, tylko satysfakcję, że ten wieczór, który zapowiadał się tak smutno, okazał się jednym z lepszych w ostatnim czasie. Wypłaciłem część wygranej, zostawiając sobie tyle, żeby znowu móc zagrać, gdy najdzie mnie ochota, i położyłem się spać z uśmiechem na twarzy, który nie znikał nawet wtedy, gdy zamykałem oczy.
Przez kolejne dni coś się we mnie zmieniło. Przestałem myśleć o świętach jako o czasie obowiązkowych spotkań i prezentów, a zacząłem postrzegać je jako czas, który mogę wypełnić sobą, swoimi potrzebami, swoimi małymi przyjemnościami. Nie znaczy to, że zaniedbałem rodzinę, bo oczywiście pojechałem do nich na wigilię, ale wróciłem z nowym nastawieniem, z większą lekkością, z poczuciem, że nawet w najbardziej skomplikowanych momentach warto szukać swoich własnych sposobów na radość. I tak, od tamtej pory, bonus w krypto kasynie stał się dla mnie symbolem czegoś więcej niż tylko możliwością wygranej – stał się symbolem przypomnienia, że życie jest pełne niespodzianek, że nawet w najmniej oczekiwanym momencie można znaleźć coś, co całkowicie odmieni twoje spojrzenie na rzeczywistość.
Często wracam myślami do tej soboty, do tej zimnej kawiarni, do tego uczucia samotności, które wtedy mi towarzyszyło, i zestawiam je z tym, co poczułem, gdy po raz pierwszy zobaczyłem, że moje konto odżyło. To jest dowód na to, że czasem warto dać sobie drugą szansę, że nawet jeśli coś wydaje się zamkniętym rozdziałem, to może otworzyć się na nowo, w zupełnie inny sposób. I choć niektórzy mogą uważać, że to tylko gra, ja wiem, że to było coś więcej – to był powrót do samego siebie, do tej części mnie, która potrafi cieszyć się chwilą, która nie potrzebuje wielkich powodów, żeby poczuć się dobrze. To była lekcja, której potrzebowałem i która przyszła w momencie, gdy byłem na to najbardziej gotowy, choć wtedy jeszcze o tym nie wiedziałem. Dziś, gdy widzę zapomniany portfel w szufladzie, czy starą aplikację w telefonie, przypominam sobie, że czasem warto otworzyć to, co wydaje się niepotrzebne, bo może się okazać, że skrywa w sobie coś, czego właśnie szukamy.